RSS
wtorek, 15 kwietnia 2008
Niegrzeczne dziewczynki same zmieniają pieluchy

Na stronie Feminoteki znalazłam link do wywiadu z Agnieszką Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy i polityki społecznej. Tekst powstał na potrzeby portalu internetowego ministerstwa, więc podchwytliwych pytań brak, ale do lektury zabrałam się zachęcona tytułem „Chcemy ułatwić Polakom wychowywanie dzieci”.

Czyżby ktoś wreszcie zauważył, że nie tylko Polki mają dzieci, ale i Polacy? I że także Polacy odpowiedzialni są za ich wychowanie? Och, złudne nadzieje. Ostatnie pytanie do pani minister dotyczy tego, jak radzi sobie z łączeniem pracy z rolą matki. Pani minister odpowiada, że często pomaga jej mąż.

Chcesz osiągnąć sukces zawodowy, nie rezygnując z macierzyństwa? Zbierz się na odwagę i poproś partnera o pomoc w opiece nad dziećmi. Niektórzy podobno się zgadzają. Tylko pamiętaj, poproś grzecznie. A potem nie zapomnij ładnie podziękować.

link do wywiadu: http://www.rodzina.gov.pl/?1,9,431,200804

21:00, okiem-feministki
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
W poszukiwaniu hipokrytki

Z okładki ostatniego numeru  „Wysokich Obcasów” (12-13 kwietnia 2008 r.) spoglądały na mnie strajkujące kasjerki z Tesco, bohaterki reportażu „Feministki to my”. Z zapałem zabrałam się do lektury. ..

I mina szybko mi zrzedła.

Spodziewałam się fajnego, optymistycznego tekstu - o tym, jak w kobietach budzi się świadomość ich praw, jak zaczynają się organizować, osiągać sukcesy i wierzyć w to, że „nawet” głos kasjerki z Tesco może być słyszalny. Tymczasem Katarzyna Surmiak-Domańska, autorka artykułu, postanowiła wykorzystać  strajkujące pracownice Tesco, by dokopać innym babom, a konkretnie warszawskim feministkom. W tym celu pojechała do bohaterek tekstu z listą znanych działaczek politycznych i społecznych oraz z tezą, że kasjerki nie utożsamiają się z żadną z nich. No i jej teza się potwierdziła, co jednak nie dowodzi bystrości umysłowej dziennikarki. Nie trzeba bowiem tęgiej głowy, by wpaść na to, że większość ledwo wiążących koniec z końcem kobiet z małego miasta nie odczuwa wspólnoty z dobrze sytuowanymi pracownicami naukowymi ze stolicy – paniami z telewizji i publicystkami. W artykule jako jedyna pozytywna feministyczna aktywistka jawi się Katarzyna Bratkowska – szkoda tylko, że reporterka przemianowała ją na Krystynę.

Mam dla redakcji „Gazety Wyborczej” następującą propozycję: jeśli któregoś dnia postanowi nagle opublikować materiał o ofierze przemocy domowej np. ze Szczecina, to koniecznie musi wysłać do niej reportera uzbrojonego w listę czołowych warszawskich feministek ze środowiska akademickiego. Następnie będzie można stworzyć  tekst z dramatycznym pytaniem, dlaczego Kazimiera Szczuka jest taka niewiarygodna - nie pomogła maltretowanej kobiecie i  nie udała się do zachodniopomorskiego, by osobiście spuścić manto mężowi-sadyście. Dla lepszego efektu sugeruję zwiększyć częstotliwość pisania o przemocy domowej – to żaden problem, bo takich przypadków jest mnóstwo -  i wtedy wyjdzie szydło z worka. Feministki nigdy nikomu nie pomogły, a już na pewno nie normalnej kobiecie.  Hipokrytki i tyle.

Zastanawiam się, czy „Gazeta Wyborcza” zdaje sobie sprawę, że publikując tekst Katarzyny Surmiak-Domańskiej, strzeliła gola do własnej bramki. Wszak Kinga Dunin i Magdalena Środa to jej etatowe publicystki, i to od dość dawna. Czyżby kasjerki z Tesco, czyli „normalne kobiety”, nie zaczytywały się „Gazetą Wyborczą”? Czyżby co sobota nie biegły do kiosku, wyciągając  z portfela zaoszczędzone specjalnie na „Wysokie Obcasy” 1,5zł? Nie? Widocznie Katarzyna Surmiak- Domańska i jej koleżanki słabo się starają.

Aha, jeszcze a propos hipokryzji, do „Wysokich Obcasów”, w których ukazał się reportaż , dołączono gazetkę reklamową Tesco.

link do artykułu:  http://www.gazetawyborcza.pl/1,81388,5110466.html

20:59, okiem-feministki
Link Komentarze (2) »
O państwie, które nie jest ojcem, i braku jakiegokolwiek innego ojca

,,Polska Dziennik Łódzki” z 3 kwietnia 2008 opisuje historię niepełnosprawnej 4-letniej Wiktorii i jej przybranej mamy, która walczy o godne życie dla swojej podopiecznej. Dziewczynka urodziła się bez nóżek i rączek, cierpi też na liczne choroby. Państwo oczywiście nie kwapi się do pomocy choremu dziecku, a jedyną szansę na samodzielne funkcjonowanie daje Wiktorii leczenie za zachodnią granicą, które oczywiście słono kosztuje.

Artykułowi towarzyszy apel o wsparcie finansowe leczenia dziecka oraz redakcyjny komentarz.

Co przykuło moją uwagę? Tekst doskonale ilustruje, jak w naszym kraju traktuje się kwestię odpowiedzialności za dzieci.

Już w nagłówku autorka informuje nas, że malutką Wiktorię porzuciła mama. To smutne, no ale przecież został jeszcze tata, czyż nie? Nie. O tacie ani słowa. Może autorka artykułu nie wie, skąd się biorą dzieci? Najwyraźniej brak edukacji seksualnej w szkołach sprawił, że nawet przedstawiciele tzw. środowisk opiniotwórczych mają poważne braki w ten dziedzinie.

Redakcyjny komentarz skupia się natomiast na pochwale postawy przybranej mamy Wiktorii, która, będąc już w podeszłym wieku, zdecydowała się zaopiekować ciężko chorym dzieckiem. Tak, ja też ją podziwiam.

Szkoda jednak, ze komentarza nie doczekało się skandaliczne zachowanie państwa, które z jednej strony utrudnia dostęp do badań prenatalnych, a co za tym idzie legalnej aborcji, a z drugiej, gdy niepełnosprawne dziecko przyjdzie na świat, chowa głowę w piasek. Radźcie sobie sami, drodzy rodzice. Wszystkie dzieci nasze są, a konkretnie te w fazie prenatalnej. Bo potem to już nie bardzo.

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Myślisz o usunięciu ciąży? Źle, oj bardzo, bardzo źle. Rodzisz, ale zostawiasz dziecko w szpitalu? – miało być dobrze, ale ostatecznie i tak wychodzisz na wyrodną matkę. Zajmujesz się niepełnosprawnym dzieckiem i chcesz wyszarpać od państwa środki finansowe, aby mogło normalnie żyć (a przecież to też pełnoprawny obywatel lub obywatelka, a nie przybysz z kosmosu)? Wyleją na ciebie wiadro pomyj (patrz sprawa Wojnarowskich).

Chcesz zasłużyć na parę miłych słów? Zostań bohaterką. Inaczej nie da rady.

20:03, okiem-feministki
Link Komentarze (1) »
Archiwum